Dobra. Weirdo mnie zgwałciła, więc poronione płody pomysły macie poniżej. Mam nadzieję, że nie zostanę zjedzona, bo to moje pierwsze podejście do opowiadań i takich tam ;_;
Może się domyślicie o co chodzi, a jak nie to dupa D:
Enjoy!
Mógł go nie
zostawiać. Mógł. Nie chciał, by wyjeżdżał.
Ściskał w dłoni
kubek z wrzącą herbatą, nawet nie czując, że już za chwilę się
poparzy. Gorący kubek, lodowata szyba a za nią równie lodowaty
deszcz. Jeszcze wczoraj było słonecznie, nawet pomimo zbliżającej
się jesieni.
Ale to dobrze. Szybciej
upłynie czas, szybciej go zobaczy.
Taką przynajmniej miał
nadzieję.
Uczelnie interesowały
się Kagamim już wcześniej. Po pierwszym wejściu w Zone napłynęły
nieliczne oferty, by potem odejść w zapomnienie pod burzą coraz
nowych i nowych zaproszeń. Całe Pokolenie Cudów, a nawet niektórzy
z pobocznych graczy – jak Himuro czy Hyuuga – dostało formularze
i prośby od szkół z niemal całego świata.
Wszyscy.
Wszyscy, prócz Kuroko.
Oczywiście, podziwiali
go.
Tak, jak podziwia się
piękną, lecz mało użyteczną ozdobę. A potem zapominali, nie
zauważając go nawet gdy stał tuż obok opromienionego blaskiem
Kagamiego.
Ale nic nie mówił.
Jego przygoda z koszykówką już dobiegła końca. Może... Może
nie „już” a „wreszcie”? Najwyższy czas, by podejść
bardziej realnie do rzeczywistości. Wygrali zimowe, Taiga wczoraj
wieczorem wrócił do Ameryki by kontynuować tam swoją naukę i
zapewne niedługo usłyszą o nowym graczu NBA.
Jeszcze przedwczoraj
Bakagami przyszedł do niego i Kuroko widział, jak bardzo się waha.
Między bezpieczną już, znajomą Japonią, przyjaciółmi i szkołą
a Ameryką – miejscem, gdzie spędził całe swoje dzieciństwo,
gdzie mógł się rozwijać na najwyższym poziomie i wrócić
niejako „do siebie”. Bał się powrotu, ale nie wracał też sam
– o czym Tetsuyi uparcie przypominał pierścionek nawleczony na
łańcuszek.
Himuro i Murasakibara
też mieli tym lotem opuścić Japonię.
Przecież przekonywał
go. Poszli po waniliowego szejka a potem Kuroko spokojnie słuchał
opowieści o wszelkich rozterkach. A gdy w końcu nie miał już
czego siorbać, uśmiechnął się lekko mówiąc, że jego światło
na pewno nie zgaśnie.
I Tetsuya w to wierzył.
Taiga był za głupi, by można było nim tak łatwo zachwiać i
jednocześnie za odważny, by podążyć drogą Aomine.
Przecież mógł go
zatrzymać.
Nie. Nie mógł.
Nie miał prawa.
I co miałby
powiedzieć?
Że nie chce zostać
znów zupełnie sam po tych odnalezionych gdzieś w czasie samotności
trzech latach?
Nawet dla niego
brzmiało to głupio. Chociaż Taiga by pewnie został, by potem
szamotać się jeszcze bardziej między swoim sumieniem a rozumem.
Aomine został w
Japonii. To chyba zaskoczyło Kuroko bardziej, niż sam chciał
przyznać. Wybierał się na jedną z bardziej prestiżowych uczelni
i nikt nie miał wątpliwości, że tylko jego umiejętności brano
pod uwagę.
Bo na pewno nie wyniki
w nauce.
Daiki nie jechał z
Taigą. Mimo, że już niedługo po meczu Too z Seirin przez
przypadek zauważył jak Aomine całuje Kagę.
Oderwał gwałtownie
czoło od lodowatej szyby, czując jak parzona przez kubek skóra na
dłoniach rwie bólem. Odstawił herbatę na parapet, odkręcając
zimną wodę i udając, że nie zauważa mgły na całości obrazu.
To było oczywiste, że
mając do wyboru cień lub światło, wybierze się to, co daje
nadzieję. Kuroko nigdy się specjalnie nad sobą nie rozczulał.
Przywykł, że Aomine jest za daleko, że zbliża się do niego tylko
w krótkim czasie, gdy przybijali żółwika. Nie przeszkadzało mu
obserwowanie z mroku jego poczynań, bo im jaśniejsze światło, tym
gęstszy robił się cień.
Dopiero w Seirin
poczuł, że 'drużyna' polega na czymś więcej, niż tylko wspólnym
wygrywaniu. I że ze światłem też można być bliżej.
To było..zaskakujące.
Nie złe, dobre – inne.
Przywykł do tej
odmienności, nawet do ciągłych okrzyków przerażenia Bakagamiego,
gdy ten nagle go zauważał.
Gdyby nie Seirin,
ukończenie szkoły i wyjazd nie zrobiłyby na nim najmniejszego
wrażenia.
Wytarł zaczerwienione
dłonie ręcznikiem, pozwalając myślom swobodnie kroczyć między
dawnymi wspomnieniami i bezwiednie zaczął odzierać je z uczuć.
Obrazy szarzały,
zachowując dawną ostrość, jednak teraz mógł je przeglądać
niczym fotografie znajomych, słuchając ich opowieści.
Jakby to wszystko nie
należało do niego, a do niemal obcego mu człowieka.
Przysiadł na kanapie
naprzeciw telewizora, wpatrując się w czarny ekran oczami bez
wyrazu.
Pokonanie Aomine.
Ostatni przybity żółwik z dawnym światłem, znajomy uśmiech
Daikiego.
Porażka Seirin.
Załamanie Kagamiego, a potem jego radosne warowanie przy piłce,
niczym psa z nową zabawką.
Wspaniałe gotowanie
Riko.
Kłótnie wiecznie
zirytowanego Hyuugi z wiecznie rozradowanym Kiyoshim.
Wypił herbatę,
starając się możliwie najszybciej przelecieć wszystkie spotkania
w MBurgerze, momenty, gdy przywoływał Tajgę do porządku, chwile,
gdy Kagami uśmiechał się tylko do niego... Wspomnienia, na których
widział ich idących za rękę, całujących się za załomem
muru, rumieńce na twarzy Bakagamiego, chwilę, gdy oficjalnie
powiedzieli, że są razem...
Drgnął.
Odłożył kubek,
stawiając na wychłodzonej podłodze stopy tak zimne, że nawet nie
poczuł różnicy. Cztery, dwa, trzy, jeden... Zamknął się w
szczelnym kokonie pościeli, przez chwilę zauważając leżący na
podłodze niewypełniony formularz zgłoszeniowy. Miał nad tym
pomyśleć...
Chociaż
w sumie
chyba już nie musiał.
Zamknął oczy, czując
jak przeraźliwe zimno powoli zaciska się na jego żołądku i
sercu, powodując, że skulił się jeszcze bardziej.
xxx
Pukanie do drzwi głucho
rozniosło się po małym mieszkaniu.
- Kurokocchin?
Kurokocchin, odezwij się!
- Kise, uspokój się!
Mówiłam ci, pewnie gdzieś wyszedł...
- A-ale Momoicchin!
Przecież Kurokocchin na pewno jest w pokoju!
- Chodź, Kise.
Kuroko nie pamiętał,
kiedy ostatni raz opuścił próg.
Jego życiowa ścieżka
ostatnich tygodni skurczyła się do trójkąta
łazienka-łóżko-szklanka z wodą.
Gdyby ktoś otworzył
drzwi wejściowe uznałby, że nawet jeśli ktoś tu mieszka, to na
pewno nie Tetsuy'a. Przecież Kuroko nie dopuściłby, by większość
sprzętów pokrył kurz i pajęczyny.
Równie
niewytłumaczalnym zjawiskiem byłaby leżąca bezładnie poczta oraz
stos brudnych naczyń dookoła zlewu.
Dawny Cień Seirin miał
wrażenie, że czas się zatrzymał. Jakby utknął w jakiejś bańce,
która wymuszała na nim te parę życiowych czynności, nie
pozwalając popaść w zupełne odrętwienie.
Choć i tak pozwoliła
na amnezję wobec uczuć z przeszłości, odstawiając go na boczny
tor życia na następne pół roku.
W którymś momencie
Kuroko po prostu odkręcił kaloryfer i dalej poszedł spać.
Protestuję, nikogo nie zgwałciłam, ja tylko zachęciłam do podzielenia się swoimi pomysłami :C
OdpowiedzUsuńI tak ci niekt nie uwierzy, nie licz na to >8D
UsuńTak bardzo płaczę TT.TT
OdpowiedzUsuńSoreczki, wypadałoby się przedstawić, Ryu *łapie i potrząsa dłonią*
Tak bardzo, załamany Kuroko, płaczem, złamane serce i w ogóle, już nawet odłóżmy moją wrodzoną niechęć do AoKagi, no ale... smuteczek.
NIEMNIEJ JEDNAK ZAJEBISTE, POWIADAM WAM.
Nie pytaj, yqoi wyżarły mózg dawno temu w trawie...
Pozdrowionka i duuuużo weny, na kolejne ładn opowiadanka ;)
oi, dziekuje :D gomen ze dopiero teraz odpisuje alecszkola nie wybiera i takie tam straszne rzeczy :c moze do niedzieli cos sie pojawi ale obiecac nie moge D:
UsuńGdzie ja jestem? Hymmm...
OdpowiedzUsuńDobre pytanie Sherlocku!
Ech jakos nie żal mi Kuroko.. Tak obojętnie :)
CZekam na inne opka moja ty babeczko do schrupania ;))! ~Wielki Mistrz Monte
jestem niejadalna, mam siersc i drapie. paszol won od mojej zbyt cudownej osoby xD
Usuńej, to moje pierwsze podejscie. poza tym sama tez zadowolona nie jestem, moze Kagami jakos mi lepiej pojdzie
Trochę tego nie rozumiem; wcale nie chodzi mi o znaczenie słów, którymi się posługiwałaś i ubierałaś swoje myśli w słowa - to było dosyć proste. Chodzi mi o to, że mimo, że tekst zawierał uczucia, ja byłam na nie obojętna. Nie wiem, czy to dobre czy złe, bo pewnie i tak postrzegasz inaczej dobro ode mnie. Zazwyczaj coś czuję podczas czytania - a tu jak przyszło, tak poszło.
OdpowiedzUsuńPowiem, że to było całkiem dobre, mi się przyjemnie czytało, bo nie popełniasz żadnych błędów (przynajmniej takowych nie zauważyłam, ale nie będę wymagać wielu literówek w, nomen omen, dosyć krótkim tekście), ładnie tworzysz zdania i je opisujesz. Refleksja nie był zbyt duża, ale grunt, że była - to się bardzo ceni.
Na pewno będę tu zaglądać, bo zapowiada się ciekawie. Będę czekać.
Do zobaczenia.
Zobaczymy się na wizycie u psychiatry.
Juz bylam u psychiatry, raczej bede czekac po drugiej stronie :D
OdpowiedzUsuńSama zachwycona nie jestem ale, nimen omen, dziekuje za komantarz. Moze kiedys uda mi sie wpasowac w twoj gust i cos cie ruszy xD
Zajrzałam w spis treści i dobrze rozumiem że będzie kontynuacja? Tekst bardzo mi się podoba. Zawirowania KagaKuro, AoKaga (uwielbiam to ostatnie), gdzieś pojawiający się Kise z Momoi.
OdpowiedzUsuńPrzyjemnie się czyta, o błędach nic nie mówię (bo nie powinnam sama dużo ich robię), bo nawet jeśli były to ich nie zauważyłam
Czekam na więcej i życzę weny:)