niedziela, 8 marca 2015

Muffled

Dobra. Weirdo mnie zgwałciła, więc poronione płody pomysły macie poniżej. Mam nadzieję, że nie zostanę zjedzona, bo to moje pierwsze podejście do opowiadań i takich tam ;_;
Może się domyślicie o co chodzi, a jak nie to dupa D:
Enjoy!


Mógł go nie zostawiać. Mógł. Nie chciał, by wyjeżdżał.
Ściskał w dłoni kubek z wrzącą herbatą, nawet nie czując, że już za chwilę się poparzy. Gorący kubek, lodowata szyba a za nią równie lodowaty deszcz. Jeszcze wczoraj było słonecznie, nawet pomimo zbliżającej się jesieni.
Ale to dobrze. Szybciej upłynie czas, szybciej go zobaczy.
Taką przynajmniej miał nadzieję.

Uczelnie interesowały się Kagamim już wcześniej. Po pierwszym wejściu w Zone napłynęły nieliczne oferty, by potem odejść w zapomnienie pod burzą coraz nowych i nowych zaproszeń. Całe Pokolenie Cudów, a nawet niektórzy z pobocznych graczy – jak Himuro czy Hyuuga – dostało formularze i prośby od szkół z niemal całego świata.
Wszyscy.
Wszyscy, prócz Kuroko.
Oczywiście, podziwiali go.
Tak, jak podziwia się piękną, lecz mało użyteczną ozdobę. A potem zapominali, nie zauważając go nawet gdy stał tuż obok opromienionego blaskiem Kagamiego.

Ale nic nie mówił. Jego przygoda z koszykówką już dobiegła końca. Może... Może nie „już” a „wreszcie”? Najwyższy czas, by podejść bardziej realnie do rzeczywistości. Wygrali zimowe, Taiga wczoraj wieczorem wrócił do Ameryki by kontynuować tam swoją naukę i zapewne niedługo usłyszą o nowym graczu NBA.
Jeszcze przedwczoraj Bakagami przyszedł do niego i Kuroko widział, jak bardzo się waha. Między bezpieczną już, znajomą Japonią, przyjaciółmi i szkołą a Ameryką – miejscem, gdzie spędził całe swoje dzieciństwo, gdzie mógł się rozwijać na najwyższym poziomie i wrócić niejako „do siebie”. Bał się powrotu, ale nie wracał też sam – o czym Tetsuyi uparcie przypominał pierścionek nawleczony na łańcuszek.
Himuro i Murasakibara też mieli tym lotem opuścić Japonię.

Przecież przekonywał go. Poszli po waniliowego szejka a potem Kuroko spokojnie słuchał opowieści o wszelkich rozterkach. A gdy w końcu nie miał już czego siorbać, uśmiechnął się lekko mówiąc, że jego światło na pewno nie zgaśnie.
I Tetsuya w to wierzył. Taiga był za głupi, by można było nim tak łatwo zachwiać i jednocześnie za odważny, by podążyć drogą Aomine.
Przecież mógł go zatrzymać.
Nie. Nie mógł.
Nie miał prawa.
I co miałby powiedzieć?
Że nie chce zostać znów zupełnie sam po tych odnalezionych gdzieś w czasie samotności trzech latach?
Nawet dla niego brzmiało to głupio. Chociaż Taiga by pewnie został, by potem szamotać się jeszcze bardziej między swoim sumieniem a rozumem.

Aomine został w Japonii. To chyba zaskoczyło Kuroko bardziej, niż sam chciał przyznać. Wybierał się na jedną z bardziej prestiżowych uczelni i nikt nie miał wątpliwości, że tylko jego umiejętności brano pod uwagę.
Bo na pewno nie wyniki w nauce.
Daiki nie jechał z Taigą. Mimo, że już niedługo po meczu Too z Seirin przez przypadek zauważył jak Aomine całuje Kagę.
Oderwał gwałtownie czoło od lodowatej szyby, czując jak parzona przez kubek skóra na dłoniach rwie bólem. Odstawił herbatę na parapet, odkręcając zimną wodę i udając, że nie zauważa mgły na całości obrazu.
To było oczywiste, że mając do wyboru cień lub światło, wybierze się to, co daje nadzieję. Kuroko nigdy się specjalnie nad sobą nie rozczulał. Przywykł, że Aomine jest za daleko, że zbliża się do niego tylko w krótkim czasie, gdy przybijali żółwika. Nie przeszkadzało mu obserwowanie z mroku jego poczynań, bo im jaśniejsze światło, tym gęstszy robił się cień.

Dopiero w Seirin poczuł, że 'drużyna' polega na czymś więcej, niż tylko wspólnym wygrywaniu. I że ze światłem też można być bliżej.
To było..zaskakujące. Nie złe, dobre – inne.
Przywykł do tej odmienności, nawet do ciągłych okrzyków przerażenia Bakagamiego, gdy ten nagle go zauważał.
Gdyby nie Seirin, ukończenie szkoły i wyjazd nie zrobiłyby na nim najmniejszego wrażenia.

Wytarł zaczerwienione dłonie ręcznikiem, pozwalając myślom swobodnie kroczyć między dawnymi wspomnieniami i bezwiednie zaczął odzierać je z uczuć.
Obrazy szarzały, zachowując dawną ostrość, jednak teraz mógł je przeglądać niczym fotografie znajomych, słuchając ich opowieści.
Jakby to wszystko nie należało do niego, a do niemal obcego mu człowieka.
Przysiadł na kanapie naprzeciw telewizora, wpatrując się w czarny ekran oczami bez wyrazu.

Pokonanie Aomine. Ostatni przybity żółwik z dawnym światłem, znajomy uśmiech Daikiego.
Porażka Seirin. Załamanie Kagamiego, a potem jego radosne warowanie przy piłce, niczym psa z nową zabawką.
Wspaniałe gotowanie Riko.
Kłótnie wiecznie zirytowanego Hyuugi z wiecznie rozradowanym Kiyoshim.
Wypił herbatę, starając się możliwie najszybciej przelecieć wszystkie spotkania w MBurgerze, momenty, gdy przywoływał Tajgę do porządku, chwile, gdy Kagami uśmiechał się tylko do niego... Wspomnienia, na których widział ich idących za rękę, całujących się za załomem muru, rumieńce na twarzy Bakagamiego, chwilę, gdy oficjalnie powiedzieli, że są razem...

Drgnął.
Odłożył kubek, stawiając na wychłodzonej podłodze stopy tak zimne, że nawet nie poczuł różnicy. Cztery, dwa, trzy, jeden... Zamknął się w szczelnym kokonie pościeli, przez chwilę zauważając leżący na podłodze niewypełniony formularz zgłoszeniowy. Miał nad tym pomyśleć...
Chociaż
w sumie
chyba już nie musiał.
Zamknął oczy, czując jak przeraźliwe zimno powoli zaciska się na jego żołądku i sercu, powodując, że skulił się jeszcze bardziej.

xxx

Pukanie do drzwi głucho rozniosło się po małym mieszkaniu.
- Kurokocchin? Kurokocchin, odezwij się!
- Kise, uspokój się! Mówiłam ci, pewnie gdzieś wyszedł...
- A-ale Momoicchin! Przecież Kurokocchin na pewno jest w pokoju!
- Chodź, Kise.

Kuroko nie pamiętał, kiedy ostatni raz opuścił próg.
Jego życiowa ścieżka ostatnich tygodni skurczyła się do trójkąta łazienka-łóżko-szklanka z wodą.
Gdyby ktoś otworzył drzwi wejściowe uznałby, że nawet jeśli ktoś tu mieszka, to na pewno nie Tetsuy'a. Przecież Kuroko nie dopuściłby, by większość sprzętów pokrył kurz i pajęczyny.
Równie niewytłumaczalnym zjawiskiem byłaby leżąca bezładnie poczta oraz stos brudnych naczyń dookoła zlewu.
Dawny Cień Seirin miał wrażenie, że czas się zatrzymał. Jakby utknął w jakiejś bańce, która wymuszała na nim te parę życiowych czynności, nie pozwalając popaść w zupełne odrętwienie.
Choć i tak pozwoliła na amnezję wobec uczuć z przeszłości, odstawiając go na boczny tor życia na następne pół roku.
W którymś momencie Kuroko po prostu odkręcił kaloryfer i dalej poszedł spać.


9 komentarzy:

  1. Protestuję, nikogo nie zgwałciłam, ja tylko zachęciłam do podzielenia się swoimi pomysłami :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak ci niekt nie uwierzy, nie licz na to >8D

      Usuń
  2. Tak bardzo płaczę TT.TT
    Soreczki, wypadałoby się przedstawić, Ryu *łapie i potrząsa dłonią*
    Tak bardzo, załamany Kuroko, płaczem, złamane serce i w ogóle, już nawet odłóżmy moją wrodzoną niechęć do AoKagi, no ale... smuteczek.
    NIEMNIEJ JEDNAK ZAJEBISTE, POWIADAM WAM.
    Nie pytaj, yqoi wyżarły mózg dawno temu w trawie...
    Pozdrowionka i duuuużo weny, na kolejne ładn opowiadanka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oi, dziekuje :D gomen ze dopiero teraz odpisuje alecszkola nie wybiera i takie tam straszne rzeczy :c moze do niedzieli cos sie pojawi ale obiecac nie moge D:

      Usuń
  3. Gdzie ja jestem? Hymmm...
    Dobre pytanie Sherlocku!
    Ech jakos nie żal mi Kuroko.. Tak obojętnie :)
    CZekam na inne opka moja ty babeczko do schrupania ;))! ~Wielki Mistrz Monte

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem niejadalna, mam siersc i drapie. paszol won od mojej zbyt cudownej osoby xD
      ej, to moje pierwsze podejscie. poza tym sama tez zadowolona nie jestem, moze Kagami jakos mi lepiej pojdzie

      Usuń
  4. Trochę tego nie rozumiem; wcale nie chodzi mi o znaczenie słów, którymi się posługiwałaś i ubierałaś swoje myśli w słowa - to było dosyć proste. Chodzi mi o to, że mimo, że tekst zawierał uczucia, ja byłam na nie obojętna. Nie wiem, czy to dobre czy złe, bo pewnie i tak postrzegasz inaczej dobro ode mnie. Zazwyczaj coś czuję podczas czytania - a tu jak przyszło, tak poszło.
    Powiem, że to było całkiem dobre, mi się przyjemnie czytało, bo nie popełniasz żadnych błędów (przynajmniej takowych nie zauważyłam, ale nie będę wymagać wielu literówek w, nomen omen, dosyć krótkim tekście), ładnie tworzysz zdania i je opisujesz. Refleksja nie był zbyt duża, ale grunt, że była - to się bardzo ceni.
    Na pewno będę tu zaglądać, bo zapowiada się ciekawie. Będę czekać.
    Do zobaczenia.
    Zobaczymy się na wizycie u psychiatry.

    OdpowiedzUsuń
  5. Juz bylam u psychiatry, raczej bede czekac po drugiej stronie :D
    Sama zachwycona nie jestem ale, nimen omen, dziekuje za komantarz. Moze kiedys uda mi sie wpasowac w twoj gust i cos cie ruszy xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajrzałam w spis treści i dobrze rozumiem że będzie kontynuacja? Tekst bardzo mi się podoba. Zawirowania KagaKuro, AoKaga (uwielbiam to ostatnie), gdzieś pojawiający się Kise z Momoi.
    Przyjemnie się czyta, o błędach nic nie mówię (bo nie powinnam sama dużo ich robię), bo nawet jeśli były to ich nie zauważyłam
    Czekam na więcej i życzę weny:)

    OdpowiedzUsuń